Author Topic: Podsumowanie roku 2011  (Read 1807 times)

0 Members i 1 Gość przegląda ten wątek.

Voice

  • Global Moderathor
  • *
  • Posts: 1628
  • Karma: +41/-1
  • Gender: Male
  • Beware of a sharp-edged weapon called human being!
    • Noxiferis
Podsumowanie roku 2011
« on: 2011-12-06, 18:34:40 »
Koncowka roku coraz blizej i chyba raczej nie ma co juz liczyc na jakies znaczace premiery, wiec mysle, ze spokojnie mozna zaczac podsumowywac tegoroczne wydarzenia na rynku muzycznym ;)

Osobiscie ciezko mi wybrac w tym roku jakiegos faworyta - niestety ze smutkiem musze stwierdzic, ze nie bedzie to nowy Opeth (co jeszcze rok temu wydawalo mi sie oczywiste), ani tez Control Denied, ktorego jednak (wbrew informacjom z jesieni 2010) nie doczekalem sie w 2011.

Pokusze sie zatem na wybor paru plyt z 2011, o ktorych na pewno szybko nie zapomne:

1.Closterkeller 'Bordeaux' - doskonaly album i pierwszy Closter, ktorego lykam bez popijania w calosci. Dojrzaly, pelen emocji i piekny.
2.Obscure Sphinx 'A.I.R.' - totalnie mnie zmiazdzyli na koncercie przed TFN i na jakis miesiac zawladneli moim odtwarzaczem.
3.Riverside 'Memories In My Head' - jak dla mnie najlepszy Riverside od czasow 'REM', z jednym z najwspanialszych utworow w ich karierze ('Living In The Past').
4.Vader 'Return To The Morbid Reich' - powrot w wielkim stylu, Vader w odswiezonym skladzie nagral solidny album kipiacy nowymi pomyslami lekko skostnialego ostatnimi czasy teamu.
5.Opeth 'Heritage' - nie do konca w moim mniemaniu udany eksperyment ukochanego zespolu; milosc jest slepa, ale nie glucha.
6.Tides From Nebula 'Earthshine' - to wlasciwie dopiero poczatek mojej znajomosci z TFN, ale 'Earthshine' wypadl swietnie i na pewno jeszcze nie raz wroce do tej plyty.
7.Kat 'Bialo-czarna' - ktos jeszcze pamieta, ze to wyszlo w tym roku? ;) dobra plyta legendy, choc wiadomo, ze 'pracia trzy na metr' nie przeskoczy ;)
8.Lunatic Soul 'Impressions' - Mariusza odrzuty z sesji 'I' i 'II' - nie tak porywajace jak dyptyk, ale warte uwagi.
9.My Dying Bride 'The Barghest O' Whitby' - MDB w dobrej formie, bez fajerwerkow (bo i kto tego od nich oczekuje?) ale material swietny.
10.Butterfly Trajectory 'B.T.' - najcieplej przyjety fake Opetha :P Zajebiste trzy kawalki i apetyt na wiecej.

Wiecej grzechow nie pamietam, choc pewnie bylo ich znacznie wiecej. Teraz widze, ze praktycznie poza Opethem i MDB podobaly mi sie glownie plyty polskich zespolow, co chyba niezle swiadczy o naszej scenie ;)

Koncertowo w tym roku sie nie wypowiadam, bo poza malymi klubowymi koncertami nic wiekszego nie widzialem, ale musze przyznac Vaderowi wyroznienie za zmiecenie mnie z powierzchni ziemii jak za starych dobrych studenckich czasow oraz Obscure Sphinx za wywolanie u mnie rozdziawienia paszczy przez 45 minut ich gigu.


I had watched the snow all day.
Falling. It never lets up. All day falling.
I lifted my voice and wept out loud,
"So this is life?".

Luksor

  • Mourner
  • *
  • Posts: 6172
  • Karma: +47/-2
  • Gender: Male
  • Phantom of the Opera
    • Whiteslope
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #1 on: 2011-12-07, 20:31:14 »
Najwyższy czas na wątek i cieszę się, że tym razem nie ja jestem jego założycielem. Przez ostatnich kilka lat robiłem to sukcesywnie i pomyślałem sobie, że może niepotrzebne i na siłę wymuszam zbędny na forum temat. Ale jeżeli wątek jednak powstał, więc zapewne jest potrzebny... Ale do rzeczy. Rok 2011, w przeciwieństwie do ubiegłego, obfitował w masę świetnych dla mnie albumów, które ciągle często słucham z dużą przyjemnością. Może w zestawie tym nie ma płyt epokowych, jakimi swego czasu stały się przykładowo "Lateralus” Tool czy debiut The Mars Volta, ale nie każdego roku rodzą się albumy popychające tak znacząco muzykę rockową do przodu. Mam tylko jeden mały problem, w przeciwieństwie do kilku ostatnich lat, spośród tych tegorocznych płyt nie jestem w stanie wybrać tego mojego jedynego albumu roku 2011. Poniżej zestawienie albumów, ułożone w kolejności w jakiej je poznawałem.

Keith Merrow "Awaken the Stone King" - To był pierwszy tegoroczny album, który przykuł moją uwagę. W stu procentach gitarowa muzyka instrumentalna i co najciekawsze niewiele ekwilibrystycznych popisów solowych. Masa świetnych, nowoczesnych metalowych riffów. W Heart of the Sea Nymph można odnaleźć pewne echa twórczości Opeth.

Ulver "Wars of the Roses" – Już poprzedni krążek zat. "Shadows of the Sun" ogromnie mi się podobał i intrygował. Nie należę do grona wielbicieli formacji z okresu "Nattens madrigal – Aatte hymne til ulven i manden" - "Perdition City", a właśnie najbardziej przypadły mi do gustu dwa ostatnie opusy. Na najnowszym albumie trochę nie do końca akceptuję February MMX i Stone Angels, ale wszystko to co dzieje się pomiędzy nimi przyprawia mnie o gęsią skórkę i jest najprawdziwszą ucztą dla zmysłów i duszy.

Travellers "A Journey Into The Sun Within" – Nigdy specjalnie nie byłem entuzjastą twórczości ani Collage, ani solowej Wojtka Szadkowskiego, a tu taka płyta. Znakomite kompozycje, świetnie zaaranżowane i zagrane, a ponad tym wszystkim niesamowity głos Robin.

Symphony X "Iconoclast" – Poprzedni studyjny album ("Paradise Lost") spowodował, że trochę straciłem dla formacji serce. Niewiele pomógł koncert zagrany na warszawskim Torwarze. Ale nowa płyta znowu wstrzeliła się we mnie. Nie ma co prawda na niej jakichś niesamowitych i monumentalnych kompozycji na miarę Accolade czy Divine Wings of Tragedy, ale raczej takie prostsze, mocno osadzone metalowe granie. Masa świetnych riffów, znakomitych solówek i zapadających w pamięć melodii, okraszonych genialnym głosem Rusela Allena. I co najważniejsze, grupa dała sobie spokój z power metalem. Owszem, na albumie można odnaleźć jakieś jego echa, ale w dawce przeze mnie tolerowanej.

Riverside "Memories in My Head" – Bardzo mi odpowiada taka formuła Riversidowej twórczości. Poziom przynajmniej europejski.

[wreath] "Serpent Moves" – Najtrudniej jest pisać o muzyce osób, które znam osobiście, lubię i szanuję. Pamiętam, gdy Michał niegdyś tam udostępnił nam licealno-prywatkowy koncert domowy, a Tomek opeciany cover... Chłopaki poszli mocno do przodu i obecne prezentują się już całkiem dojrzale i właściwie są wolni od obcych wpływów. Materiał prezentuje się naprawdę imponująco. Świetne kompozycje, bardzo dobre i klarowne brzmienie. Może tylko w dwóch, trzech miejscach (już jakiś czas nie słuchałem) gitarowe solówki wywołują lekkie uczucie borowania zębów, ale takie półprofesjonalnie brzmiące patenty pojawiały się także na dwóch pierwszych albumach studyjnych Riverside i przy całości to naprawdę mało istotny drobiazg.

Butterfly Trajectory (EP 2011) – Ogromnie imponujący polski debiut. Niezwykłe energetyczne granie, które najzwyczajniej w świecie mnie rozsadza.

Vader "Welcome to the Morbid Reich" – Zespół po raz kolejny po roszadach personalnych wyszedł obronną ręką. Peter pozyskał do składu jednego z najlepszych krajowych gitarzystów rockowych czyli Pająka oraz na czas sesji Pawła za bębnami (ogromna szkoda, że jego sytuacja rodzinna nie pozwala kontynuować współpracy) i wyszła im niesamowita i potężna płyta. Myślę, że znowu odsadzili Behemotha o kilka długości.

Dream Theater "A Dramatic Turn of Events" – Imho najrówniejszy album od czasów ToT i pomimo tego, że nie ma tu kompozycji wybitnych na miarę Octavarium czy In the Presence of Enemies (pt.1&2), to jednak albumu słucham z ogromną i nieskrywaną przyjemnością.

Opeth "Heritage" – Bardzo dobry album. Bartek wielokrotnie pisał, że irytuje go tytułowy wstęp. Mnie wręcz przeciwnie. Bardzo fajnie wprowadza w album, niczym czołówka z tytułem i obsadą w filmie. Generalnie album odbieram jako taką właśnie opowieść filmową (największe skojarzenia z "Lokatorem" Polańskiego). Uwielbiam na nim te bardziej złożone kompozycje: The Devil's Orchard, I Feel the Dark, Nepenthe, Häxprocess i Famine. Te trzy ostatnie tworzą razem niesamowitą i przepyszną suitę. Mogę słuchać na okrągło. Niestety nie obyło się bez muzyki jakby popeliną szytej czyli Pyre, The Lines in My Hand, Slither i w dużej mierze Folklore, ale mimo to albumu słucha się bardzo dobrze i być może wymienione kawałki zgrabnie uzupełniają zawartość, dzięki czemu intryguje mnie ta jakby opowieść filmowa i nie ma mowy o przeroście formy nad treścią. Jedyne czego bym nie chciał w przyszłości, to kolejnego takiego, w takich barwach stworzonego albumu. Niech to będzie taki jednorazowy skok w bok.

Steven Wilson "Grace for Drowning" - Myślę, że odrobinę słabszy od "Insurgentes" i trochę przydługi, choć to niby dwa albumy w jednym, ale mimo wszystko słucha mi się wybornie. I znowu najlepiej mi wchodzą te najtrudniejsze i pokombinowane dźwięki, ale cała ta popowa reszta bardzo urzekająca i świetnie równoważąca całość.

Coma (czerwony album) – Bardzo prosty stosunkowo jak na nich album, ale mimo wszystko nadal pozostają jednym z najbardziej płodnych artystycznie tworów na polskiej estradzie.

Junius "Reports from the Threshold of Death" – Najbardziej urzeka mnie tymi skojarzeniami z ukochanym "Night is the New Day" Katatonii. Obawiam się tylko, że w Polsce przejdzie bez echa. Próbowałem zainteresować albumem kilka osób w polskiej branży, ale póki co bez rezultatów...

Animals as Leaders "Weightless" – Uwielbiam takie wyśmienite gitarowe wymiatanie. Wymiatanie, ale niebezduszne, a właśnie mocno uduchowione. Wspaniała hybryda djent metalu i fussion.

Airbag "All Rights Removed"  - Na dobrą sprawę to takie współczesne okołopopowe przynudzanie i gdyby nie długaśny Homesick I-III machnąłbym na album ręką, ale dzięki takim właśnie kompozycjom, można się rozpływać w muzyce.

Joseph Magazine "Night of the Red Sky" – Na początku nie do końca byłem przekonany. Za duże skojarzenia z muzą Teatru Marzeń. Ale po jakimś czasie przestaje się to dostrzegać. Album taki trochę w filmowej estetyce szczecińskiego Lebowski. W sumie kolejny imponujący polski debiut.

Septicflesh "The Great Mass" - Kapitalne połączenie potężnego death-black-gitarowego grania z brzmieniami orkiestrowymi. Otwarcie płyty trochę w stylu "Destiny"  Stratovarius, ale szybko rozwija się w innym kierunku. Piękna, monumentalna płyta z potężnym, monumentalnym brzmieniem.

Jeżeli chodzi o wydawnictwa DVD to w tym roku wyróżniam jedynie:
- Metallica, Slayer, Megadeth, Anthrax "The Big Four: Live from Sofia, Bulgaria"
- AC/DC "Let There Be Rock"

A ze spóźnionych, przegapionych w latach ubiegłych premier, to znakomity  "Blood" OSI. Gdyby nie "herytydźowy fejk" czyli Stockholm z wokalem Akerfeldta, do tej pory nie miałbym pojęcia, co mi po drodze umknęło.  To właśnie na tym albumie, w przeciwieństwie do nowego Opeth, genialnie połączono retro lat 70. ze współczesną sceną metalowo-rockową.


Edit: uzupełniam moje zestawienie o Devin Townsend "Deconstruction" i Haken "Visions", o których pisałem kilka postów niżej (później). :)





« Last Edit: 2011-12-12, 16:41:08 by Luksor »
Seven milestones...
Under a watching autumn eye
Contorted trees are spreading forth
The message of the wind

Luksor

  • Mourner
  • *
  • Posts: 6172
  • Karma: +47/-2
  • Gender: Male
  • Phantom of the Opera
    • Whiteslope
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #2 on: 2011-12-07, 22:59:50 »
Junius "Reports from the Threshold of Death"... Obawiam się tylko, że w Polsce przejdzie bez echa. Próbowałem zainteresować albumem kilka osób w polskiej branży, ale póki co bez rezultatów...

A jednak chyba coś zaskoczyło. Ciekawe czy także Kosiak zwrócił na nich uwagę?
Seven milestones...
Under a watching autumn eye
Contorted trees are spreading forth
The message of the wind

Unas

  • Hate, Dominate, Congregate, Eliminate...
  • Global Moderathor
  • *
  • Posts: 3730
  • Karma: +15/-0
  • Gender: Male
  • Zajebisty gawron jest zajebisty
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #3 on: 2011-12-08, 00:29:07 »
U mnie jak zwykle podział na kraj i zagranicę oraz różne zawody muzyczne. Natomiast chciałem zacząć od czegoś innego. Od podziękowania dla Luksora za zaliczenie naszej płyty to grona jego tegorocznych ulubieńców.  :) To naprawdę wielkie wyróżnienie kiedy ciężko nad czymś pracujesz, a potem ktoś kogo lubisz i bardzo szanujesz uważa to za wyjątkowe. Szczególnie dziękuję Ci za słowa o wolności od obcych wpływów. Trudno być bardziej dumnym. :)


A teraz po kolei najpierw Polska. Kolejność jest arcyobojętna:

Azarath - Blasphemer's Malediction -> black death metalowa srogość najwyższej klasy. Ten album jest autentycznie nawiedzony, pełen nienawiści i okrutnego dostojeństwa. Jest w nim kilka takich momentów, że autentycznie staje serducho. Wcześniej to był okrutny zespół, a teraz jest też okrutnie wysmakowany. Under The Will of The Lord

Decapitated - Carnival is Forever -> bardzo mocno wyczekany przeze mnie powrót w najlepszym mozliwym stylu. Odarty do białej kości death metal o klasycznym technicznym brzmieniu. Moim zdaniem tak brzmi Death zderzony z Meshuggah, opatrzony wielkim doświadczeniem Vogga. Misternie skontruowany, pełen bezpośredniej, ale nie zezwierzęconej agresji. Wspaniały surowy hołd dla zmarłego Vitka. I ironiczne teksty Jarka Szubrychta jako wisienka na torcie. A View From a Hole

Deriglasoff - Noże -> jak dla mnie taki powinien być nowy album KNŻ. Surowy, mocno motoryczny rock na transowej stopie, wsparty wspaniałym basem i ciepłym głosem Olafa. Świetne kompozycje, proste ale przejmujące teksty i uchwycony prawdziwie polski duch. Zabawny, refleksyjny i bardzo męski album. Maratoner

Kombajn Do Zbierana Kur Po Wioskach - Karmelki i Gruz -> bardzo adekwatny tytuł opisujący surową, gitarową muzykę, ubraną w melancholijny klimat dotychczasowych dokonań Kombajnu. Bardzo dojrzała płyta, pełna pozornie abstrakcyjnych refleksji, ale tylko pozornie. Piękna, noisowa podróż po zakamarkach polskiej jesieni. Na długo zostaje w głowie. Dubrovnik

Łona i Webber - Cztery i Pół -> panowie jak zwykle w najwyższej formie. Ironiczny i cięty rap Łony połączony z arcynowoczesnymi i wchodzącymi mocno w serce bitami Webbera. Dojrzały hip hop pozbawiony może młodzienczego ognia, za to bogaty doświadczeniem i muzyczną erudycją swoich twórców. Nie Pytaj Nas

Parias - Parias -> z blokersowskiego rapu może wyrosnąć wiele rzeczy, ale przeważnie nic dobrego. Ale kiedy ma się 30kilka lat to ma się w głowie i w łapach więcej, za to nadal można być buntownikiem, który widzi i opisuje rzeczywistość taką jaka jest naprawdę, a nie to co pokazują media, lub tym co się wydaje. Takie jest Parias czyli połowa Molesty + Eldo. Są twarde jak betonowe ściany bity i duszny klimat gorzkiego rozliczenia ze świat. Są mocne teksty, które naprawdę kładą na łopaty. Jest hip hop najwyższej klasy. Parias

Tomasz Budzyński - Osobliwości - długo mi zajęło przyzwyczajenie się do tej płyty. W porównanie z kipiącą smutnym bogactem "Luną", ta płyta jest niemal ascetyczna. Pojedyńcze ciche bity, plumkanie instrumentów i jeszcze oszczędniejsze wokalizy Budzego. Jak zwykle specyficzne teksty, które tym razem nie zostawiają niestety żadnej nadziei. Bardzo ciężka do uniesienia i bardzo trudna do odrzucenia (jeśli się ją przyjmie) płyta. Muzycznie? Minimal jazz, ambient industrial, nawet echa Killing Joke. Jest się czego obawiać. Mała Śmierć

Vader - Welcome To Morbid Reich -> wielki powrót Vadera, najlepsza płyta od czasów Revelations (jeśli nie liczymy Art of War), Pająk jest właściwym partnerem dla Petera i wierzę że ten smakowity klasyczny kąsek to początek powrotu na najwyższe podium. Szczególnie jeśli zderzymy to z ostatnimi Morbidami. Klasyczny vaderowski death podany tak że nie mam pytań. The Black Eye


A teraz świat:

Devin Townsend - Deconstruction -> jeśli ktoś tęsknił za SYL to jednak zły adres. Za to mamy do czyneinia z arcybombastycznym, czasami niemal wręcz kuriozalnym metalem o charakterystycznym dla Devina poczuciu humoru. Jest to bardziej jak jakiś obłąkany teatr czy pociąg pędzący z niesmaowitą prędkością. Jednocześnie są tu wspaniałe melodie, obłędne wokalizy, bogactwo brzmień i po prostu przekrój przez całą nowoczesną ekstremalną muzykę w najbardziej przegiętej formie. Ciężko to przełknąć na raz, ale ja się nie mogę oderwać. Juular

Krisiun - The Great Execution -> ten sam przypadek co Vader, zespół postanowił zagrać kladyczną dla siebie, iontenstywną płytę i włożyć w to całe serce. Efekt jest piorunujący. The Extremist

King Crimson - A Scarcity of Miracles -> i niech mi ktoś powie, że to nie jest płyta Króla. Nie licząc braku ciężkiego riffowania to czuć tu ducha Króla na kilometr. Jest to wysmakowane ale nie pretensjonalne. Pełne pasji granie, dojrzałych muzyków, którzy wyciągają na wierzch piękną esencję swojej muzyki, bez konieczności udawania czegokolwiek. Może zbyt to wszystko oniryczne, ale mam to w nosie. A Scarcity of Miracles

Mastodon - The Hunter -> kolejny wielki album Amerykanów, będący logiczną wypadkową ostatnich 3 albumó i amerykańskiego starego hard rocka. Są przebojowi i nigdy nie dają zatrzymać się kaskadzie swoich pomysłów. Pasja bije z nich na 100 kilometrów, a łby i tak się obcinają przy samej szyi. Dla "All The Heavy Lifting" warto dać się pokroić. All The Heavy Lifting

Opeth - Heritage -> jednak mimo wszystko. Tak wiele powiedziano o tym albumie, ale nadal mnie wciąga w ten swój niedookreślony klimat gdzie pomysły wybuchają nagle i rozpływają się w odmętach ciszy. Jest to a zarazem nie jest to Opeth i mimo wielu usilnych starań nie zdołał mi się znudzić. Jest więc na właściwym miejscu, ale mam nadzieję, że dalej już nie pójdą w tą stronę. <nigga please...>

Spetic Flesh - The Great Mass -> już się nachwaliłem tej płyty i powtarzał się nie będę. Jednym słowem: dzieło. Theriantrophy

Submotion Orchestra - Finest Hour -> nie wiem jak to nazwać, jazz dub z wokalistką Bonobo na wokalu? Może tak pasować. Muzyka pełna klasy, erotyczna i melancholijna zarazem, pełna ciepła, jesienna, zagrana z wielki uczuciem, a jednocześnie mogąca się podobać tym co lubią konserwatorium w muzyce. Jest pełna klasy, jak elegancka dama z bogatym uczuciowym wnętrzem. Prawdziwy muzyczny skarb dla tych co kochają kobiecy wokal i bas. Suffer Not

Ulcerate - The Destroyers of All -> jak dla mnie jest to ostatni death metalowy zespół, który wymyślił w tej muzyce coś nowego. Dysonanse z pograniczna Neurosis i Deathspell Omega połączone z niewiarygodną techniką i wyczuciem kompozycji, które płyną niczym strumień lawy. Nie ma tu wbrew pozorom wielkich prędkości, jest za to paranoiczny klimat i poczucie obcowania z czymś wielkim i przerażającym. Ta płyta to dowód na to jak niewiarygodną droga przeszła ta muzyka od czasu "Seven Churches". Beneath

Virus - The Agent That Shapes The Desert -> o tym albumie też już wiele pisałem, jest oryginalny, piękny, psychodeliczny i kropka. The Dead Cities of Syria


W tym roku do dupy było z porządną elektroniczną muzyką nie licząc kolaboracji epek Buriala. Nie kręci mnie niestety witch house ani juke house. Było też wiele zacnych płyt, które nie trafiły na listę, bo nie była aż tak wybitne, albo były z innych lat. Kto chce niech je sprawdza. Ja słów na wiatr nie rzucam.
« Last Edit: 2011-12-08, 00:44:23 by Unas »
[under construction]

Luksor

  • Mourner
  • *
  • Posts: 6172
  • Karma: +47/-2
  • Gender: Male
  • Phantom of the Opera
    • Whiteslope
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #4 on: 2011-12-08, 06:08:32 »
...podziękowania dla Luksora za zaliczenie naszej płyty to grona jego tegorocznych ulubieńców.  :)

Cierpliwie czekam na nabycie albumu w oryginale, być może w pięknym digipacku... :)
Seven milestones...
Under a watching autumn eye
Contorted trees are spreading forth
The message of the wind

bts

  • Posts: 191
  • Karma: +10/-0
  • Gender: Male
    • MĂłj zbiorek
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #5 on: 2011-12-08, 08:24:39 »


Junius "Reports from the Threshold of Death" – Najbardziej urzeka mnie tymi skojarzeniami z ukochanym "Night is the New Day" Katatonii. Obawiam się tylko, że w Polsce przejdzie bez echa. Próbowałem zainteresować albumem kilka osób w polskiej branży, ale póki co bez rezultatów...


O proszę! Widzę, że zaskoczyło ;-) Jesli nie Znasz jeszcze to gorąco polecam poprzedni album "The Martyrdom of a Catastrophist". Przewspaniały, chwytający za serce koncept album. Wydaje mi się, że nawet nieco lepszy niż ostatni krążek (choć podobieństw do Katatonii na nim raczej nie Uświadczysz). No i poprzednie epki. Jaram się kompletnie wszystkim co wyszło spod palców tych brodatych panów. Moim zdaniem zespół jest mocno niedoceniany nie tylko w Polsce. U nas grali już dwukrotnie, za każdym razem fenomenalnie! Jedynie publika koncertowa składała się z max kilkudziesięciu osób, co było jednak strasznie smutne.


Moje TOP 12 (kolejność nieprzypadkowa):

1. MASTODON - THE HUNTER
2. OPETH - HERITAGE
3. DREAM THEATER - A DRAMATIC TURN OF EVENTS
4. MOGWAI - HARDCORE WILL NEVER DIE, BUT YOU WILL
5. SYMPHONY X - ICONOCLAST
6. MORNE - ASYLUM
7. JUNIUS - REPORTS FROM THE THRESHOLD OF DEATH
8. JOE BONAMASSA - DUST BOWL
9. EVERGREY - GLORIOUS COLLISION
10. LIGHT BEARER - LAPSUS
11. TOMBS - PATH OF TOTALITY
12. PAIN OF SALVATION - ROAD SALT TWO

Uzasadnienia nie piszę, bo nie skończę przed wyjściem z roboty ;-)
« Last Edit: 2011-12-08, 14:13:36 by bts »

Orka_Opeth

  • Posts: 331
  • Karma: +2/-0
  • Gender: Male
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #6 on: 2011-12-08, 17:49:46 »
Tak jak powiedział Jacek , bardzo bardzo dużo dobrych/świetnych albumów zostało wydanych w tym roku.


Moja TOP 10:

1. Steven Wilson - Grace for Drowning  - ALBUM ROKU
2. Riverside - Memories in My Head - SREBRNY MEDAL!
3. Opeth - Heritage  - Brąz dla idoli  :P


4. Between the Buried and Me -  The Parallax: Hypersleep Dialogues
5. Dream Theater - A Dramatic Turn Of Events
6. Tommy Giles Rogers - Pulse - Metal Blade
7. King Crimson - A Scarcity of Miracles
8. Animals As Leaders - Weightless
9.Coma - Czerwony Album
10.Unexpect -  Fables of the Sleepless Empire


out of the courtyard, come back tonight, my sweet satan I see you.

Hieronim_Berbelek

  • Posts: 358
  • Karma: +14/-1
  • Gender: Male
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #7 on: 2011-12-08, 17:58:59 »
Rok całkiem niezły pod kątem ilości i jakości premier, w mojej ocenie lepszy od ubiegłego. Śledzenie nowości wychodzi mi raczej kiepsko, ale z pomocą forum daję radę. Poniżej kolejności brak.

Opeth Heritage - jeden z dwóch najbardziej wyczekiwanych przeze mnie albumów roku, kiedy opadła euforia pt "NOWY OPETH!", okazał się być niezłym, ale nie zachwycającym eksperymentem. Jak już pisałem kilka razy, płyta mi się podoba, ale niestety najlepsze fragmenty są dość mało oryginalne, zapożyczone. Poza tym poskładanie utworów z fragmentów - w pewnym momencie myślałem, że to do mnie trafia, jednak trochę to koślawe. Trochę by to pasowało do wątku o albumie, ale wykorzystam podsumowanie roku do wyrażenia swojej jako tako ostatecznej (na razie) opinii. Płyta dobra, ale nie rewelacyjna i trochę zawód.

Decapitated Carnival is Forever - nie spodziewałem się po nich tak mocnego powrotu. Muzyka najwyższej próby, technicznie doskonała i niepozbawiona ambicji. Wieje świeżością w gatunku, w którym zdawałoby się, że wszystko zostało powiedziane.

My Dying Bride The Barghest O' Whitby - zgodzę się z Voicem: dowód świetnej formy MDB, przebijający też tegoroczną "Evitę" klimatem, a poza tym wywołuje u mnie skojarzenia ze starym okresem "TLTS"

Steven Wilson Grace for Drowning - drugi najbardziej oczekiwany album roku, nie powalił mnie na kolana, ale nie zawiódł tak jak Opeth. W zasadzie po szumnych zapowiedziach, magicznym trailerze w postaci "Raider Prelude" i "Track One" oraz wysoko ustawionej poprzeczce przez Insurgentes mogę powiedzieć, że nie sprostał moim wysokim oczekiwaniom, ale zdecydowanie przekonał. Tak jak na Opecie jest tu trochę odświeżonych zagrywek, ale wszystko to podane z jakimś większym smakiem i wizją umacnia moją wysoką opinię o SW i pozwala czekać na kolejne dobre wydawnictwa.

Joe Bonamassa Dust Bowl - co tu dużo pisać: Bonamassa w szczytowej dyspozycji, klasyczny i wirtuozerski.

Vader Welcome to the Morbid Reich - kolejna miła niespodzianka. Po średnim Necropolis Vader rozłożył mnie na łopatki nową płytą. Niesamowicie równa i spójna płyta, świetne riffy i unisona. Kawał klasycznego, ale zagranego w wyśmienity sposób metalu. Peter pokazał klasę i udowodnił, że jest w światowej czołówce, a w kraju nie ma sobie równych.

R.E.M. Collapse into Now - nie należę do zagorzałych fanów Stipe'a i spółki, ale tegoroczna pozycja pożegnalna zrobiła na mnie duże wrażenie. Niby nic, ale jednak większość tych kawałków jest po prostu świetna.

Tori Amos Night of Hunters - dla mnie płyta roku. Inteligentne użycie standardów muzyki klasycznej, w doskonałym wykonianiu Tori i do tego ten "leśny" klimat... Mógłbym pisać długo, jednak o tej muzyce pisać nie należy, należy jej słuchać.

It was me, peering through the looking-glass
Beyond the embrace of Christ
Like the secret face within the tapestry
Like a bird of prey over the crest
And she was swathed in sorrow, as if born within its mask

Luksor

  • Mourner
  • *
  • Posts: 6172
  • Karma: +47/-2
  • Gender: Male
  • Phantom of the Opera
    • Whiteslope
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #8 on: 2011-12-08, 18:35:55 »
Devin Townsend - Deconstruction...
Całkiem o nim zapomniałem. Intrygujący album. Ale tylko "Deconstruction", bo "Ghost" niezbyt mi podszedł...
Seven milestones...
Under a watching autumn eye
Contorted trees are spreading forth
The message of the wind

Hieronim_Berbelek

  • Posts: 358
  • Karma: +14/-1
  • Gender: Male
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #9 on: 2011-12-08, 21:13:11 »
Devin Townsend - Deconstruction...
Całkiem o nim zapomniałem. Intrygujący album. Ale tylko "Deconstruction", bo "Ghost" niezbyt mi podszedł...

Heh, mi na odwrót :P ale też mi umknął, choć myślałem o nim zaczynając pisać.
It was me, peering through the looking-glass
Beyond the embrace of Christ
Like the secret face within the tapestry
Like a bird of prey over the crest
And she was swathed in sorrow, as if born within its mask

Luksor

  • Mourner
  • *
  • Posts: 6172
  • Karma: +47/-2
  • Gender: Male
  • Phantom of the Opera
    • Whiteslope
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #10 on: 2011-12-08, 21:32:50 »
A tak btw. można już brać udział w plebiscytach "Teraz Rock" i "Nocy Muzycznych Pejzaży".
Seven milestones...
Under a watching autumn eye
Contorted trees are spreading forth
The message of the wind

Luksor

  • Mourner
  • *
  • Posts: 6172
  • Karma: +47/-2
  • Gender: Male
  • Phantom of the Opera
    • Whiteslope
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #11 on: 2011-12-10, 17:11:12 »
Rok 2011 powoli dobiega końca i wydawałoby się, że nic już nie może zaskoczyć, a tu kolejna miła niespodzianka czyli "Visions" Haken. Albumu słucham co prawda dopiero trzeci lub czwarty dzień, ale już wiem, że będę do niego chętnie wracał i tym samym wchodzi do grona moich ulubionych pozycji tego roku. Zespół muzycznie porusza się w kręgach około-metalowo-progresywnych. Płyta z każdym przesłuchaniem wciąga coraz bardziej i obecnie duszą moją zawładnął Nocturnal Conspiracy - przepiękna i co najważniejsze, nieprzekombinowana kompozycja.
Seven milestones...
Under a watching autumn eye
Contorted trees are spreading forth
The message of the wind

Orka_Opeth

  • Posts: 331
  • Karma: +2/-0
  • Gender: Male
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #12 on: 2011-12-10, 19:06:52 »
Ojj tak Jacku ta płyta wydaje się być bardzo ciekawa ( słuchałem dopiero 1 raz)  :twisted:


ja natomiast zapomniałem dodać ( gdzieś około 5-6 miejsce ) Lunatic Soul Impressions... Kolejny świetny album Dudy , ahhh to Riverside i spółka na mnie działa .....
out of the courtyard, come back tonight, my sweet satan I see you.

Stansfield

  • Posts: 175
  • Karma: +1/-0
  • Gender: Male
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #13 on: 2011-12-27, 12:10:22 »
Dla mnie płytą roku jest zdecydowanie Prefuse 73 - The Only She Chapters (tagowany jako glitch, jak dla mnie bardzo świeżo i oryginalnie brzmiąca eksperymentalna elektronika), album mocno niedoceniany, być może dlatego, że dla autora jest to znacząca zmiana stylistyki i albumu słuchają głównie hiphopowcy. Polecam fanom Fennesza.

Inne bardzo dobre płyty z tego roku to:
Tim Hecker - Ravedeath, 1972 (experimental, drone)
Natural Snow Buildings - Waves of the Random Sea (j.w.)
Sonic Youth - SYR 9: ‘Simon Werner a disparu’ bande originale du film (być może najfajniejsza gitarowa płyta roku)
Gang Gang Dance - Eye Contact (electro-avant garde)
Com Truise - Galactic Melt (chill wave, esencja wyciągnięta z klimatu lat 80.)
Fennesz + Sakamoto - Flumina (piano z szumem, very najs)
Cynic - Carbon-Based Anatomy (chyba jedyny obok Opeth progmetalowy zespół który nie bije zdechłego konia)

Kompletnie rozczarował mnie Mastodon, nowy Opeth jest ok, ale tylko ok. Generalnie, nawet biorąc pod uwagę zmiany w moim guście, myślę że w ciężko-progresywnym graniu jest stagnacja i nic świeżego ani oryginalnego ten gatunek nie urodził. Trudno mi sobie nawet wyobrazić, czym mogłyby mnie zaskoczyć nowe płyty Toola i Meshuggi, które wyjdą w przyszłym roku.

Ciężkie granie przoduje za to w produkowaniu wszelkiej maści chłamu. W rywalizacji o tytuł gniota roku Lou Reed z Metallicą minimalnie wygrywają z dubstepowym albumem Korna. Po usłyszeniu tych "dzieł" naprawdę zaczynam wierzyć w to że rock is dead. Jeśli chodzi o gitarowe granie to szkoda czasu na sprawdzanie nowych rzeczy, lepiej pogrzebać w latach 60. i 70.

Oczywiście nie śledzę jakoś super dokładnie żadnej konkretnej sceny więc na pewno coś fajnego mi umknęło.
bring our minds together, press them tight

Hieronim_Berbelek

  • Posts: 358
  • Karma: +14/-1
  • Gender: Male
Odp: Podsumowanie roku 2011
« Reply #14 on: 2011-12-27, 18:09:07 »
Serio myślisz że nowy Tool się ukaże? Bo ja jakoś w to wątpię, choć chciałbym się mylić. A w zasadzie już 10,000 Days nie było specjalnie odkrywcze i w dużym stopniu bazowało na poprzednich płytach. Co do Meshuggah, to też ciężko mi sobie wyobrazić żeby nagrali coś przełomowego, spodziewam się raczej bardzo solidnej porcji muzyki. Stagnacja w metalu/rocku progresywnym jest dość wyraźna, ale inne gatunki też jakoś specjalnie nie idą do przodu. Takie czasy. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet jeśli nie powstają kamienie milowe na miarę The Dark Side of the Moon czy Reign in Blood, to nie jest wcale źle i trochę dobrej muzyki wciąż powstaje i pozostaje się tym cieszyć :)
It was me, peering through the looking-glass
Beyond the embrace of Christ
Like the secret face within the tapestry
Like a bird of prey over the crest
And she was swathed in sorrow, as if born within its mask