SOEN, póki co, traktuję jako jednorazowy projekt Lopeza, który być może przerodzi się w bardziej regularny twór (jak np. OSI). Nie sądzę by DiGiorgio chciał angażować się na stałe... Płyta, jak już napisałem wcześniej, podoba mi się. Lopez świetnie zagrał na bębnach. Generalnie całość świetna instrumentalnie i brzmienie znakomicie (Opeth imho nie brzmiał tak dobrze od czasów "Deliverance"). Gdy na początku pojawiły się kawałki innego Martinowego projektu,
Fifth to Infinity, byłem zupełnie rozczarowany i nie mogłem uwierzyć, że gra tam ten sam genialny pałker Opeth... Ale na SOEN Lopez zaprezentował swój kunszt w całej okazałości i przy okazji udowodnił, że w Opeth nie był jedynie odtwórcą tego, co wymyślił nasz ukochany Mike.